top of page
Chcę, ale się boję. 
Pewnie, że tak. Oczyma wyobraźni widzisz jak Twoje dziecko płacze za domem albo jest brzydko traktowane przez kolegów. Na pewno myślisz też o tym, że nie wszyscy dorośli są dla dzieci bezpieczni - jak komukolwiek zaufać w takiej rzeczywistości? TO NIE PARANOJA, tylko absolutnie logiczne wątpliwości wygenerowane przez serce i rozum. 

Niebo w Orlu - co to za miejsce?

​Orle jest małą wsią pozbawioną elementu, w której wszyscy mówią sobie dzień dobry. Przez miejscowość nie przejeżdża się przypadkiem, bo tu kończy się droga :) Nasze gospodarstwo to doskonała baza wypadowa. Od kilkunastu lat służy dzieciom jako miejsce zdobywania wyjątkowych sprawności, przeżywania świetnych przygód i zawierania pięknych przyjaźni.

​​

Skąd mam wiedzieć, że wszystko będzie ok? 

Bo oddajesz dziecko w wyjątkowo troskliwe ręce. Wychowujemy dzieci swoje i oddane nam w opiekę z uwagą, troską, zainteresowaniem i wielką czujnością na ich samopoczucie. 

​​

Kto zajmie się moim dzieckiem, gdy rozpłacze się o 22:30?

W zależności od ciężaru łez - jedna z nas solo albo dwie w tandemie (jedna bierze pod skrzydło, druga podnosi na duchu). Gdyby warta przy smutasku miała trwać dłużej - działamy na zmianę. Współpracuje też kuchnia - na tęsknotę mamy pachnącą pomarańczami herbatkę, która - działając siłą placebo - położy spać nawet najtrudniejszy przypadek. Mamy z tęsknotą własne doświadczenia, więc nie jest to dla nas żadna abstrakcja, ani - tym bardziej - problem do zbycia. Traktujemy sprawę poważnie. 

​​

Skąd wiadomo, że w pokojach nikt nikogo nie dręczy?

Przemoc w jakiejkolwiek formie jest u nas nieakceptowalna i jesteśmy bardzo wyczulone na wszelkie jej przejawy. Między obozowiczkami i obozowiczami mogą oczywiście zdarzyć się konflikty, ale wszystkie są - przy naszej mediacji - rozładowywane. Uporczywe nękanie, którego rodzice tak się obawiają, w ogóle nie wchodzi w rachubę, bo wszystkie dzieci pozostają w zasięgu naszych radarów, a regulamin przewiduje dla przypadków uparcie łamiących zasady szybki powrót do domu. 

​​

Czy wszyscy dorośli pracujący z dziećmi są bezpieczni?

Tak. Z dziećmi pracują sprawdzone w boju kobiety z różnych pokoleń, każda z dwoma rzędami oczu dookoła głowy, dobrze poukładanymi priorytetami i stwierdzonym zamiłowaniem do ludzi mniejszych. Jesteśmy dotarte i działamy jak dobrze naoliwiona maszyna. Podchodzimy do bezpieczeństwa dzieci na serio. Na serio-serio. Jeśli do drużyny dołącza nowa opiekunka to jest obserwowana nawet baczniej, niż dzieci. Nie ma możliwości, żeby dzieci doznały u nas krzywdy ze strony dorosłego. Mogą spotkać się ze stanowczością lub tubalnym przywróceniem grupy do porządku, gdy ta jest już na skraju wyrojenia się i założenia nowej dzikiej kolonii. Nie spotkają się za to na pewno z agresją w jakiejkolwiek postaci czy dyskryminacją na jakimkolwiek tle. Orle jest najbezpieczniejszym miejscem jakie znamy, zgodnie jednak z praktyczną zasadą dmuchania na zimne podwórko jest monitorowane, a dorośli śpią lekko.

​​​

Czy niejadek przeżyje do końca obozu?

Jasne, że tak :) Większość niejadków jest u nas bezobjawowa - jedzą, aż im się uszy trzęsą. Jest jednak ta część, która rzeczywiście mogłaby funkcjonować o kilku suchych bułkach i jabłku. Takie przypadki obserwujemy pod kątem energii życiowej - stwierdziwszy niedobór nie zabierzemy takiej jednostki na dłuższy wypad do lasu i ustalimy z rodzicami jak dalej postępować. Dziewczyny w kuchni wiedzą co robić, żeby zachęcić do podjedzenia kilka razy dziennie. Nikt nam jeszcze nigdy nie zasłabł - to chyba najlepsza rekomendacja :)

​​​

Czy dzieci są w lesie bezpieczne?

Największe zagrożenie w lesie to załamanie pogody. Nigdy-przenigdy nie wychodzimy do lasu podczas silnego wiatru i burzy. Bacznie obserwujemy prognozy. Nie wychodzimy też w największy upał, a w gorące dni wędrujemy drogami, które są zacienione. Zwierzęta nam nie zagrażają - młode żubry przyglądają nam się z daleka, stare nieśpiesznie oddalają się w przeciwnym kierunku. Nie mamy żadnych szans na spotkanie z wilkami ani rysiami. Zagrożenia z jakimi spotykamy się na co dzień są raczej mikroskopijnych rozmiarów. Są to przede wszystkim owady - kleszcze, meszki, komary, osy i szerszenie. Tym dwóm ostatnim dzieci są całkiem obojętne (przez ostatnie 9 lat osy zainteresowały się jedynie jegomościem, który demonstracyjnie nasiusiał im do gniazda), natomiast na całą resztę konieczne są - dla zachowania poczytalności na równi z ochroną przed boreliozą - repelenty z DEETem lub ikarydyną. Na mało prawdopodobny wypadek wdepnięcia w żmiję do lasu chodzimy w butach nad kostkę. 

​​​

Jak wygląda dzień na obozie?

Rytm dnia wyznaczają posiłki. O 9:00 zasiadamy do śniadania, o 13:00 jemy zupę, potem jest siesta, podczas której obowiązuje cichutkość, czyli komunikacja półgłosem, o 15:30 jemy drugie danie, a o 19:00 kolację. Zajęcia odbywają się po śniadaniu (zwykle zabawa w terenie), po drugim daniu (zwykle działania twórcze) i po kolacji (zwykle warsztaty wyciszające) :) O 20:30 - 21:00 zaczynamy słuchać książki do snu. O 22:00 cały obóz chrapie, a my komunikujemy się z rodzicami przez Whatsapp i grupę na fejsie. ​

Czy przyjmiecie każde dziecko?

Istnieją oczywiście dzieci, których na obóz przyjąć nie możemy i są to przypadki wymykające się naszym kompetencjom i możliwościom. Dzieci agresywne i nie przywykłe do przestrzegania żadnych zasad potrzebują pomocy, której w warunkach obozowych udzielić się nie da. Siłą rzeczy nie jesteśmy w stanie ani wychować dziecka od podstaw, ani pomóc mu drogą terapii. Decyzje o poproszeniu rodziców o odebranie dziecka nad którym nie panujemy, albo dla którego nasze wsparcie to o wiele za mało podejmujemy zawsze z ciężkim sercem, ale bez ociągania się (zwykle drugiego lub trzeciego dnia.) Jest to jedyne wykluczenie jakiego się dopuszczamy i za każdym razem jest trudnym doświadczeniem dla wszystkich - dla dziecka, które wyjeżdża, dle dzieci, które zostają, dla rodziców i dla nas. 

Jak duży jest Wasz obóz?

Dzieci w Niebie jest naraz maksymalnie dwadzieścioro podzielonych na małe grupki, ale spędzających większość czasu wspólnie i razem przeżywających wszystkie przygody. Niewielki format pozwala nam poznać (i zapamiętać) dobrze każdą obozowiczkę i każdego obozowicza i mieć ich zawsze na oku. Dzięki temu dzieciaki łatwo się u nas zadomawiają, zaprzyjaźniamy się (bardzo często na lata) i tak powstaje wyjątkowy, kameralny mikroklimat, w którym wszyscy czują się bezpiecznie i twórczo. Indywidualny, koleżeński kontakt z dziećmi jest naszą myślą przewodnią i pozwala wszystkim na otwartość i swobodę, a przy jasnych regułach określonych regulaminem stwarza domowy nastrój. 

Co dzieci u Was jedzą?

Zapraszamy dzieci do swojego domu, karmimy tym, co sami jemy i co na co dzień zjadają również nasze bliźnięta. W kuchni nie obieramy dróg na skróty i nie stosujemy pochodnych prawdziwego jedzenia, ale nieszczególnie poważamy etykietki eko i bio., bo nie bardzo im dowierzamy. Robiąc zakupy kierujemy się przede wszystkim jakością i sezonem. Gotujemy po semiwegetariańsku, z jednym/dwoma posiłkami na bazie wysokogatunkowego mięsa i umożliwieniem dzieciom konstruowania sobie buł z porządną szynką na śniadania i kolacje.

Menu dostosowane jest do dziecięcych upodobań - bez pływającego zielska i trudnych smaków. Gotujemy to, co przez lata dzieci pochłaniały najchętniej, nie upierając się przy przeforsowywaniu prozdrowotnych dań, które i tak wylądują w kompostowniku. Potrafimy przemycić do spaghetti nitki pełnoziarnistego makaronu, zmiksować w zupie cieciorkę lub soczewicę, sprzedać szpinak w formie pesto lub zazielenić nim ciasto na naleśniki, ale dzieci są czujne i w razie wątpliwości łatwo ogłaszają strajk głodowy.

Rodzice muszą zdawać sobie sprawę z tego, że nie mamy gwiazdki Michelin, nie produkujemy wiejskiego twarożku i nie podbieramy jajek przepiórkom. I że nie powstrzymamy żadnego dziecka przed pożarciem parówek, które samo sobie kupi podczas ewentualnej wyprawy do sklepu (opcja dla starszaków.) A może się wręcz zdarzyć, że ugotujemy coś, co dziecku wyda się paskudne. Rodzice naszych Obozowiczów muszą być na to przygotowani psychicznie.

Jak się z Wami skontaktuję podczas obozu?

Kontakt z rodzicami utrzymujemy przede wszystkim pisemnie poprzez WhatsApp. Do każdego turnusu przypisana jest również facebookowa grupa dla rodziców, w której zamieszczamy wszelkie ważne komunikaty i zdjęcia z obozu. Kontakt telefoniczny z kadrą jest możliwy jedynie w pilnych sprawach i nie czynimy od tego odstępstw, ponieważ zdarzają się rodzice tak absorbujący, że utrudniają wychowawcom pracę z dziećmi. My również kontaktujemy się z rodzicami dopiero wtedy, gdy dzieje się coś niepokojącego. Nie donosimy o każdym kichnięciu, kaszlnięciu, nabitym guzie, zdartym kolanie czy epizodzie stanu podgorączkowego, ale zadzwonimy na pewno, gdy stan ten będzie trwał dłużej, niż kilka godzin, a kaszel się nasili. To samo dotyczy samopoczucia psychicznego - nie zaraportujemy Wam o nosie na kwintę i nie zdamy relacji ze sprzeczki w jakiej weźmie udział Wasze dziecko. Odezwiemy się za to z pewnością, by zawiązać sojusz z Mamą lub Tatą, gdy smutek lub niepokój będą utrzymywać się i opierać wszelkim znanym nam sposobom. ​BRAK INFORMACJI OD NAS TO DOBRA INFORMACJA :) To znaczy, że Wasze dziecko sobie radzi, jest zdrowe i zadowolone. 

Jak moje dziecko skontaktuje się z domem?

Kilka lat temu Obozowicze dzwonili do domu codziennie po obiedzie. Po każdym telefonowaniu zamiast przechodzić łagodnie do popołudniowych zajęć zajmowaliśmy przywracaniem poruszonych głosem mam i tatów obozowiczów do równowagi i korespondencją z rodzicami potrzebującymi pomocy psychicznej. Odtąd obozowicze kontaktują się telefonicznie z domem odpowiednio 3*, 6 i 9 dnia obozu i to się świetnie sprawdza. To my zajmujemy się informowaniem rodziców o wszelkich ewentualnych zmianach na gorsze i konsultowaniem możliwych rozwiązań, a do 3 dnia obozu na życzenie donosimy również o tym, jak obozowicz spędził dzień i jak oceniamy jego samopoczucie. 

Czy mogę przyjechać w odwiedziny?

Nie możemy zabronić przyjazdu do dziecka, ale serdecznie odwodzimy rodziców od odwiedzin w trakcie obozu. Zrezygnowaliśmy też z ustalonego z góry dnia odwiedzin, ponieważ znacząco dezorganizował on pracę, a przede wszystkim pozostawiał w trudnej sytuacji psychicznej i poczuciu niesprawiedliwości dzieci, do których rodzice z różnych przyczyn nie mogli przyjechać.

Co jeśli moje dziecko zachoruje na obozie?

W sytuacjach wymagających wizyty lekarskiej natychmiast kontaktujemy się z rodzicami i omawiamy strategię. Gdy okaże się to konieczne, dziecko dostarczymy do szpitala w Wałczu lub, w naprawdę nagłych przypadkach, wezwiemy karetkę pogotowia. Skonsultujemy z rodzicami podanie każdego środka czy leku. Kleszcze zamrażamy, wyciągamy i utylizujemy - jeśli rodzice życzą sobie specjalnego postępowania z tymi pasożytami (których nie sposób zupełnie uniknąć) powinni nas o tym poinformować w karcie kwalifikacyjnej lub drogą mailową.

Czym jest Wasza polityka all-inclusive?

Dajemy słowo, że żadne dziecko nie spotka się u nas z wykluczeniem ze względu na to, kim jest. Dzieci wszystkich kolorów skóry i tęczy oraz wszelkich narodowości mogą czuć się u nas bezpiecznie. Spędzają z nami wakacje ludzie mniejsi z różnych stron świata, dla których polski jest drugim lub wręcz trzecim językiem, przyjeżdżają do nas dzieci niedosłyszące, dzieci, które mają swoje lęki i rytuały uspokajające czy zwyczaje wymagające uszanowania, dzieci lubiące tarzać się w błocie i strzelać z niewidzialnego łuku oraz takie, które wolałyby przejechać przez kałużę na jednorożcu, dzieci okrąglutkie i kościste, lepiej i gorzej sytuowane, wstydliwe i hej do przodu, całe na czarno, całe na różowo, długowłose, krótko ścięte - zupełnie bez względu na płeć. Dzieci obozujące w Niebie mogą być sobą i mówić z nami otwarcie o wszystkim, co wydaje im się ważne lub nie do końca pojęte. 

​​

Radary mamy czułe i mocno zorientowane na wszelkie przejawy dyskryminacji. Naigrywanie się, wywyższanie, dyscyplinowanie do "normalności" czy ostracyzm na naszym podwórku na pewno nie przejdą sobie bez echa. Takie zachowanie w najprawdopodobniejszym scenariuszu rozpocznie dostosowaną do wieku dyskusję o mechanizmach powstawania uprzedzeń i konstruktywnych sposobach reagowania, gdy komuś obok dzieje się krzywda. Zachowania przemocowe u dzieci bardzo rzadko wynikają z ich własnych głębokich przekonań - w "99% przypadków" są jedynie nieprzemyślanym naśladownictwem, które wcześniej nie miało okazji spotkać się z niezgodą. 

​​

 Podsumowując coś, co w naszym odczuciu powinno być standardem - w Niebie dzieci mogą liczyć na traktowanie z szacunkiem i naszą troskliwą czujność.

Czy to wszystko legalne?

Jesteśmy legalnie działającą firmą, która spełnia wszystkie legalne wymogi. Nad całokształtem rozciągają nadzór Kuratorium Oświaty wraz z Sanepidem, które od kilkunastu lat niezmiennie protokołują o Niebie pozytywne opinie. Tak samo opiniuje nas Straż Pożarna, co trzy lata przeprowadzająca kontrolę bezpieczeństwa budynków, w których śpią Wasze dzieci. 

Jak sprawdzić własną gotowość do wyekspediowania dziecka na obóz?

Przed ostateczną decyzją o rezerwacji radzimy życzliwe, żeby znaleźć chwilę na spojrzenie sobie samej/samemu głęboko, głęboko w oczy i zadać ważne pytanie: "Jakie emocje wzbudzają we mnie poniższe ilustracje?"

1) Moje dziecko na wsi (nie we dworze.) 

2) Moje dziecko z brudną od potu z kurzem buzią (której nikt za nie nie wytrze) i potarganymi wiatrem włosami (których nikt za nie nie uczesze.)

2) Moje dziecko biorące szybki prysznic co drugi dzień lub wedle własnego harmonogramu (dzieci, jeśli pozwolić im decydować najczęściej wybierają kąpiel każdego trzeciego dnia ;) )

3) Moje dziecko odmawiające jedzenia i w naturalnej konsekwencji głodne przez kolejne 4 godziny (do następnego posiłku.) 

4) Moje dziecko rozpakowujące się całkiem samodzielnie i samo ścielące sobie łóżko (i w ogóle dużo "samo")

5) Moje dziecko z czymś sobie nie radzi, ale próbuje :) Wychodzi, ale niedoskonale.

6) Moje dziecko sprzątające kupy kucyków i wyrywające pokrzywy z korzeniami.

7) Moje dziecko gotujące w bulgoczącym kociołku magiczny wywar z ziół i brudnej skarpetki.

8) Moje dziecko zobowiązane do porozumiewania się z otoczeniem bez chamstwa i przemocy.

9) Moje dziecko zmuszone okolicznościami do poczekania na swoją kolej.

10) Moje dziecko, od którego wymaga się kultury osobistej i przestrzegania zasad. 

11) Moje dziecko w kałuży (stoi w kałuży, siedzi w kałuży, leży w kałuży.) O ile to pierwsze zdarza się za każdym razem, gdy nadarzy się kałuża, o tyle drugie dzieje się tylko przypadkiem, a trzecie wyjątkowo rzadko, a w zasadzie raz na dziesięć lat - jest to jednak przypadek, który warto przytoczyć, żeby sprawdzić matczyną/ojcowską tolerancję na kontakt dziecka z naturą :)

12) Moje dziecko w tej samej koszulce trzeci dzień z rzędu.

13) Moje dziecko w świecie owadów.

14) Moje dziecko spędza wakacje bez telefonu (dzwoni do domu raz na trzy dni, przy czym jakość połączenia bywa różna, czasami trzeba spokojnie poczekać, aż dzieci porozłączają się i odciążą sieć.)

15) Moje dziecko na semiwegetariańskiej diecie (zje bulion warzywny zamiast rosołku z kury, ale nawet nie zauważy, a potem wróci do domu i opowie o cudownej zupie na "ży", czyli o pomidorowym dahlu z soczewicy).

16) Moje dziecko przeżywające całe spektrum emocji (czasami z czegoś niezadowolone.)

Ilustracje te nie mogą budzić u rodzica torsji - w przeciwnym wypadku współpraca układać będzie się zgrzytliwie. Jeśli zaś reakcja jest neutralna/pozytywna/ekstatyczna to można bezpiecznie rezerwować miejsce i zacząć powoli rozglądać się za fajnymi kaloszami do lasu:)

Jak sprawdzić gotowość dziecka do wyjazdu na niebiańskie wakacje?

 

Przed wyjazdem dobrze jest upewnić się czy dziecko zostało wstępnie zahartowane i ma szansę poradzić sobie na obozie.

 

Jeśli potrafi:

- samo wybrać się do łóżka i w miarę spokojnie zasnąć,

- ubrać się po przebudzeniu i względnie ucywilizować, 

- przyjąć na klatkę piersiową, że nie wszystko mu wolno,

- jako tako zachować się w towarzystwie,

- z grubsza zapanować nad emocjami i nie rozładowywać ich na otoczeniu...

...to jest na bardzo dobrej drodze :)

 

Nie ma wielkich szans dziecko, które:

- nigdy wcześniej nie zasypiało samo (każdego wieczoru jest usypiane przez mamę/tatę albo śpi z rodzicami),

- jest wyręczane we wszystkich codziennych czynnościach (np. ubierane, kąpane i przyzwyczajone do ciągłego dokarmiania),

- nie musi na co dzień przestrzegać żadnych zasad, 

- jest ciężko uzależnione od telefonu/komputera i nie przeszło wstępnego detoksu przed wyjazdem na obóz.

Bardzo uprości sprawy:

- sprawdzenie jak dziecko radzi sobie z samodzielnym kładzeniem się spać i ogarnięciem się rano,

- sprawdzenie jak dziecko radzi sobie podczas spania poza domem (noc u koleżanki/kolegi, weekend u babci/dziadka)

- zorientowanie się w jakim stanie emocjonalnym znajduje się dziecko i ewentualna czuła interwencja, 

- w razie sceptycznego podejścia dziecka do wyjazdu - sporządzenie z nim listy obaw i listy pytań do nas (rozwiejemy wszystkie wątpliwości :) )

- uświadomienie dziecku (jeśli jeszcze nie jest o tym przekonane), że jest dzielne, samodzielne i gotowe,

- w razie takiej konieczności - stopniowe odzwyczajenie dziecka od telefonu/komputera,

- spakowanie torby razem z dzieckiem (żeby dobrze wiedziało, co i gdzie ma) 

- przeczytanie razem z dzieckiem regulaminu obozu, żeby mogło połapać się w zasadach jakie tu panują jeszcze przed przyjazdem.

​​​Pierwsze telefonowanie do domu

 

Dzieci po raz pierwszy telefonują do domu trzeciego dnia obozu (jeśli zatem przyjadą do Nieba w sobotę, to zadzwonią do Was w poniedziałek po 15:30). Odbierając telefon pamiętajcie, że ten właśnie dzień jest z zasady emocjonalnie kulminacyjny, więc poziom tęsknoty pikuje i na dźwięk Waszego głosu łzy z pokapujących wieczorami mogą (choć wcale nie muszą) obrócić się w grzmiące wodospady. Gdyby tak się stało, pozwólcie rzece płynąć, ale przekierowując nurt "w stronę Słońca."

Wasze dzieci nie są w stanie tak głębokiej nostalgii, żeby wymagały natychmiastowej akcji odbijania z naszych rąk (rejestrujemy raczej stany przeciwne, do euforii włącznie:) ). Gdyby Wasze potomstwo cierpiało na pewno dałybyśmy Wam o tym znać wcześniej, prosząc o wsparcie w podniesieniu podupadłego nastroju. Jeśli zechcecie, to możecie paroma prostymi zabiegami dodatkowo wzmocnić nas w działaniach łagodzących wieczorne stany wzmożonej tęsknoty za domem. Zamiast wskakiwać na koń i ruszać na odsiecz, skierujcie rozmowę na pozytywne tory. Dopytajcie:

  • Czy są na obozie jakieś trzy fajne rzeczy, które możesz wymienić bez zastanowienia?

  • Ile punktów już masz i czy jesteś już blisko zdobycia jakiejś sprawności?

  • Czy czujesz się zaopiekowana/zaopiekowany? Czy panie są ok?

  • Czy udało Ci się już stworzyć coś fajnego? Jakieś dzieło sztuki? 

  • Co macie dzisiaj w planach?

Gdyby to miało nie zadziałać tamująco na potok łez to przejmiemy inicjatywę i zaopiekujemy się i Waszym potomstwem, i Wami (czyli zadzwonimy pogadać i omówić strategię :) ) Spodziewamy się jednak raczej potoku słów :) 

Jeśli nie znajdujesz powyżej odpowiedzi na jakiekolwiek nurtujące Cię pytanie - napisz do nas, rozwiejemy wszelkie wątpliwości :)

bottom of page